niedziela, 18 września 2011
poniedziałek, 12 września 2011
Kutabuk w wersji jazzowej na falach czeskiego Radia Vltava
17 września o godz. 17.45 radiowa premiera jazzowego wykonania mojego poematu Kutabuk w znakomitym przekładzie Jiri Cervenki:
"Jazz doprovází poezii, poezie doprovází jazz. Kutabuk. Pásmo z veršů polského básníka mladší generace Artura Nowaczewského. Z vlastních překladů připravil Jiří Červenka. Účinkují Karel Vlček a Ivan Řezáč. Hudební spolupráce Pavla Schönová. Režie Vladimír Gromov."
wtorek, 6 września 2011
Wyjazd na Krajnę
Wyjeżdżam na Krajnę. Krajna nie jest jakimś bałkańskim regionem. To kraina na bliższym widmowym pograniczu. Już nie bardzo Pomorze a jeszcze nie do końca Wielkopolska, gdzieś na końcach linii wyjeżdżających z Bydgoszczy pekaesów. W takim właśnie miejscu, dzięki energii głównie Adama Ostrowskiego i Pawła Szydła powstało literackie pismo "Pobocza". Tutaj też od 8 do 10 września już po raz ósmy będą odbywały się międzynarodowe spotkania poetyckie Pobocza. Z dawnych edycji przywiozłem wiele wspomnień. Jak to bywa na poetyckich festiwalach, rozmowy kończyły się nad ranem. Ale pozostały też inne obrazy. Nie da się zapomnieć lekcji, które prowadziliśmy w szkołach Krajny wspólnie z Wojtkiem Brzoską. Tutaj też poznałem poetę z Lwowa Nazara Fedoraka i dyskutowaliśmy długo o trudnej polsko-ukraińskiej historii. Właśnie w Więcborku, który na moją mapę wprowadził festiwal, bo Krajna jest zbyt daleko by wypuścić się z Gdyni na jeden dzień a za blisko by stała się celem wypraw dalekobieżnych. W tym roku będę znów wydeptywał swoją poetycką tropę między Więcborkiem, Sępólnem Krajeńskim a Mroczami. To właśnie tutaj zobaczę takie obrazy jak ten: Wypiliśmy morze alkoholu i popłynęliśmy. A jednak za tym wszystkim kryła się pewna mądrość, którą być może odkryjesz, jeśli wybierzesz się pewnej nocy na spacer podmiejskimi ulicami i mijając dom za domem, zobaczysz, że w każdym z nich znajduje się jasno oświetlonym salonie mały prostokąt telewizora z niebieskim ekranem, w który wpatruje się cała rodzina, i w każdym domu oglądają prawdopodobnie ten sam show. Nikt nie rozmawia, wszędzie panuje milczenie, jakby telewizor uciszył tych wszystkich ludzi, pozbawiając zdolności do życia i myślenia. Wszystkie podmiejskie ulice są o tej porze takie same. Psy szczekają na ciebie, ponieważ idziesz pieszo, zamiast jechać samochodem jak wszyscy. Podczas tego spaceru zrozumiesz, co miałem na myśli, mówiąc, że wkrótce wszyscy ludzie będą odczuwać i myśleć w ten sam sposób, a szaleni wędrowcy zen wyruszą znów na zapylone drogi, podążając na pustkowia z uśmiechem na swych zakurzonych wargach. To nie ja, tylko Jack Kerouac we Włóczęgach dharmy. Tak samo wiarygodny na szosach Krajny jak na peryferiach Kalifornii.
niedziela, 4 września 2011
Recenzja "Szlifibruków i flaneurów" - Konrad Zych na portalu literatki.com
Na portalu literatki.com ukazała się wnikliwa recenzja Szlifibruków i flaneurów, której autorem jest Konrad Zych. Zapraszam do lektury!
środa, 31 sierpnia 2011
Pierwsza recenzja Szlifibruków i flaneurów - Aleksander Kopiński w "Rzeczpospolitej"
Miesiąc temu na łamach "Rzeczpospolitej" ukazała się pierwsza i bardzo pozytywna recenzja Szlifibruków i flaneurów. Jej autorem jest Aleksander Kopiński. Można ją w całości przeczytać klikając na link: Aleksander Kopiński, Słowa na ulicy.
czwartek, 25 sierpnia 2011
Koncert Kutabuka w Teatrze w Oknie
30 sierpnia o godz. 19 Kutabuk zagra w Teatrze w Oknie (ul. Dluga, 50/51, Gdansk). Serdecznie zapraszamy, wstep wolny.
środa, 3 sierpnia 2011
Wyprawa do Bułgarii 2010 w filmikach
Ostatnie przygotowania do wyjazdu. Do Morza Czarnego jeszcze około 12 dni w tym roku przez Starą Płaninę. Tymczasem zamieszczam cykl filmików z poprzedniej wyprawy (16 dni od granicy serbskiej do Przełęczy Szypka). Można zobaczyć jak po drodze tracę i odzyskuję animusz, chudnę i rośnie mi broda.
Po co znów ruszam?
"bo idę tam, gdzie idę
a nie idę, gdzie nie idę,
bo szedłem tam, gdzie szedłem
a nie szedłem, gdzie nie szedłem"
(Kutabuk)
Jak dobrze pójdzie 30 sierpnia widzimy się na koncercie Kutabuka w Teatrze w Oknie na Długiej w Gdańsku.
poniedziałek, 18 lipca 2011
poniedziałek, 4 lipca 2011
Miejsce: Nieszawa
Wracaliśmy z Kutna przez rozkopy, objazdy, przez oszpecony komunistycznymi babolami Włocławek. Powrót kutabuków z koncertu nie może być po prostu takim sobie powrotem. Stanęło więc, że zjedziemy z głównej drogi, zboczymy. Jest coś w tej okolicy co warto zobaczyć?
Nieszawa. Skręt w jedną z lokalnych kujawskich dróg. Po kilku kilometrach nagle ukazuje się widok, który zapiera dech. Prosta, długa prawie na kilometr szosa schodzi jak strzelił w dół - wrost w otchłań Wisły, która gdyby nie rysujący się linią drzew brzeg mogłaby się wydać morzem. Po tym zjeździe z prawej strony otwiera się przestrzeń sennego ryneczku, tak sennego jak lata trzydzieste przed uderzeniem wielkiej historii.
Ojczysty krajobraz trzeba uważnie czytać. Trzeba się oswajać, wnikać w głąb pejzażu, nie stawać z boku, ale chłonąć go ze wszystkich czterech stron świata. Oto miejsce. To, co nazywamy krajobrazem, pejzażem, widokiem - pisał kiedyś Zbigniew Żakiewicz - jest w rzeczywistości widzialnym wyrazem niewidzialnego.
Czym jest niewidzialne? Dla jednego Obecnością, która wnosi w doświadczaną przestrzeń sacrum. Wiecznością, która patrzy nas, ale nie jak abstrakcja, ale jak zmysłowa i nieuchwytna rozpadająca się w naszych oczach całość. Dla innego - niewidzialne będzie tajemnicą, która rośnie w głąb, która zaczyna się za granicami ja. Wobec niewidzialnego najlepiej jednak jest milczeć. Bo niewidzialne zagadane, schwytane w siatkę pojęć nie jest już tym samym. Niewidzialne można tylko czuć a tylko najwybitniejsze wiersze potrafią skierować w stronę niewidzialnego albo w stronę rozpaczy z braku niewidzialnego albo w stronę pogodzenia się z istnieniem albo nieistnieniem niewidzialnego. Wszystko, co nie zbliża się do tych biegunów, spłaszcza język, to gierki dla starzejących się narcyzów, chrzanienie, zwyczajna ściema. Niewidzialnego nie da się ściemniać. Ściemniać można tylko siebie, siebie kłamać albo wysuwać na pierwszy plan.
Jest więc Nieszawa. Ze swoim pustym rynkiem w czerwcowy poniedziałek. Jest przeprawa promowa przez Wisłę, w sile swego biegu. Jest klasztor, gdzie można znaleźć noclegi. Jest gotycka sylwetka kościoła z czasów krzyżackich a w środku chłód z siedemnastego wieku, bo wystrój kościoła to barok. Wnętrze znieruchomiałe, ale nie jakby nie od ranka, ale od kilkuset lat. Tablica przy kościele opowiada o wędrującej parafii i wędrującym mieście, na które czyhał silniejszy Toruń. Czym są dzisiejsze mecze i bójki szalikowców, wobec takich wojen między miastami, które dążyły do wymazania konkurenta z map? Nieszawa przetrwała wędrując. Schowała się na uboczu.
I taką ją zastaliśmy, w przedsionku burzy.
Wywiad dla Salonu Literackiego
Na portalu "Salon Literacki" w dziale publicystyka można znaleźć obszerny wywiad ze mną, który przeprowadziła Alicja Dymowska. Opowiadam tam m.in. o kutabuku, flaneurach, Krzysiu Kubeczko oraz protestacyjnym liście w obronie Jarosława Marka Rymkiewicza.
Zachęcam do lektury pod linkiem:
Nie lubię "robienia wierszy" z niczego - z Arturem Nowaczewskim rozmawia Alicja Dymowska
Zachęcam do lektury pod linkiem:
Nie lubię "robienia wierszy" z niczego - z Arturem Nowaczewskim rozmawia Alicja Dymowska
Subskrybuj:
Posty (Atom)