wtorek, 6 września 2011

Wyjazd na Krajnę



Wyjeżdżam na Krajnę. Krajna nie jest jakimś bałkańskim regionem. To kraina na bliższym widmowym pograniczu. Już nie bardzo Pomorze a jeszcze nie do końca Wielkopolska, gdzieś na końcach linii wyjeżdżających z Bydgoszczy pekaesów. W takim właśnie miejscu, dzięki energii głównie Adama Ostrowskiego i Pawła Szydła powstało literackie pismo "Pobocza". Tutaj też  od 8 do 10 września już po raz ósmy będą odbywały się międzynarodowe spotkania poetyckie Pobocza. Z dawnych edycji przywiozłem wiele wspomnień. Jak to bywa na poetyckich festiwalach, rozmowy kończyły się nad ranem. Ale pozostały też inne obrazy. Nie da się zapomnieć lekcji, które prowadziliśmy w szkołach Krajny wspólnie z Wojtkiem Brzoską. Tutaj też poznałem poetę z Lwowa Nazara Fedoraka i dyskutowaliśmy długo o trudnej polsko-ukraińskiej historii. Właśnie w Więcborku, który na moją mapę wprowadził festiwal, bo Krajna jest zbyt daleko by wypuścić się z Gdyni na jeden dzień a za blisko by stała się celem wypraw dalekobieżnych. W tym roku będę znów wydeptywał swoją poetycką tropę między Więcborkiem, Sępólnem Krajeńskim a Mroczami. To właśnie tutaj zobaczę takie obrazy jak ten: Wypiliśmy morze alkoholu i popłynęliśmy. A jednak za tym wszystkim kryła się pewna mądrość, którą być może odkryjesz, jeśli wybierzesz się pewnej nocy na spacer podmiejskimi ulicami i mijając dom za domem, zobaczysz, że w każdym z nich znajduje się jasno oświetlonym salonie mały prostokąt telewizora z niebieskim ekranem, w który wpatruje się cała rodzina, i w każdym domu oglądają prawdopodobnie ten sam show. Nikt nie rozmawia, wszędzie panuje milczenie, jakby telewizor uciszył tych wszystkich ludzi, pozbawiając zdolności do życia i myślenia. Wszystkie podmiejskie ulice są o tej porze takie same. Psy szczekają na ciebie, ponieważ idziesz pieszo, zamiast jechać samochodem jak wszyscy. Podczas tego spaceru zrozumiesz, co miałem na myśli, mówiąc, że wkrótce wszyscy ludzie będą odczuwać i myśleć w ten sam sposób, a szaleni wędrowcy zen wyruszą znów na zapylone drogi, podążając na pustkowia z uśmiechem na swych zakurzonych wargach. To nie ja, tylko Jack Kerouac we Włóczęgach dharmy. Tak samo wiarygodny na szosach Krajny jak na peryferiach Kalifornii.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza