poniedziałek, 22 lutego 2016

Różowy most


Fot. Aneta Klimek

Gdzieś, zdaje się, między Gołubiem a Krzeszną nad torami kolejowymi przechodzi most, którego balustradę ktoś pomalował na różowo. Co za pomysł!  Róż – tak mi się zdawało, to największa sztuczność. Najbardziej irytująca, stereotypowa, przeróżowiona - w torebkach i bluzkach. Kicz. Więc gdzie tu róż – w ten dzień grudniowy, na bezśnieżnych Kaszubach? Porażka.  Potrzebowałem dopiero jej oka, żeby zobaczyć to wszystko inaczej. „Co ty mówisz – powiedziała Anetka -właśnie ten róż, nie wiem czy ten kto go tu umieścił, miał tego świadomość, doskonale tu pasuje. Róż to naturalny kolor, zobacz, przecież te drzewa – tam ( i wskazała na wzgórze) - przecież one są różowe!” Nie chciałem wierzyć, ale gdy się im zacząłem przyglądać, tak, faktycznie, w ich koronach przysiadł róż, dyskretny, wtopiony w krajobraz tak, że był prawie niedostrzegalny. Inaczej teraz spojrzałem na pomalowany most. Różowa balustrada zaczęła się stapiać z otoczeniem, jakby podkreślać swoje tło, zamiast świecić żarówiastym różem. Człowiek wyjmuje kolory z natury i zmienia ich konteksty. W naturze pozostają w harmonii z otoczeniem. Tam, gdzie kolor ulega władzy człowieka, może stać się swoją karykaturą. Wczoraj, w lutym, gdy wędrowaliśmy kaszubskim szlakiem, zobaczyłem znów różowe drzewa i teraz okazało się, że to brzozy. To gałęzie brzóz o tej porze roku jawią się właśnie tak. Wcześniej bym ich nie zauważył, nie postrzegałbym ich w ten sposób, ale byłem w swoim życiu dalej - o jeden pomalowany na różowo most. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza