piątek, 6 kwietnia 2012

Notatka z Kalwarii


Kalwaryjskie Góry! Ileż razy po waszych stromych grzbietach nosiłem swój ciężar ludzki i kazałem duszy swojej rozmyślać o ofierze Zbawiciela świata. A jednak tę pierwszą pielgrzymkę zapisała pamięć w mym sercu największymi literami. Bo co na nauce dziecku opowiadał dobry ksiądz, tu stanęło mi jawnie przed oczyma. Tak jakby od dziejów tamtego litościwego Boga na ziemi nie upłynęły do wieczności prawie dwa tysiące lat. Z góry w dół i, z dołu w górę ciężka wiodła droga, ale ja nie czułem jej ciężaru. Kurz jak mgła płynął nad pobożnym ludem, ale mnie się zdawało, że chodzę w porannej mgle młodego dnia wiary naszej.

A. Majkowski, Życie i przygody Remusa


Tłum rozlewał się w dolinie, puchł po obu stronach drogi, którą szedł dźwigający krzyż Chrystus. Zaraz za nim dwaj łotrzy. Wokół nich połyskujące hełmy legionistów, za nimi kłąb bród z Sanhedrynu. Na skrzydłach tego pochodu berety harcerzy, przed pochodem ksiądz w birecie, tuż obok Kaszubi w tradycyjnych niebieskich strojach i czarnych kapeluszach, straż miejska. Mnóstwo aparatów, telefonów komórkowych. Jakby później te zdjęcia, filmiki w internecie pozwalały oswoić śmierć – jesteśmy, istniejemy, o tu mnie widać. W piątek przed postnym obiadem poszliśmy obejrzeć misterium. Ale widać było też osoby, które przyszły tu zostawić swoje cierpienie. Ktoś o kulach. Ktoś na wózku. I inne, niewidzialne, ukryte wewnątrz lęki i choroby. Na pierwszy rzut oka granica między ubranymi w glany legionistami a widzami była niewyraźna. Rwetes robili postępujący za skazanymi Żydzi. Tłum obok szedł w ciszy przerywanej szmerami rozmów na obrzeżach pochodu i pokrzykiwaniami małych dzieci. Nad wszystkimi bukowy las jeszcze nienasycony zielenią po ostatnich mrozach. Świergolenie ptaków. Zdawało mi się, że w przedziwny sposób unoszą się w powietrzu suche liście. Unoszą się i unoszą i nie chcą opaść. Co jakiś czas, gdy dochodziliśmy do kolejnej stacji klękaliśmy i zdejmowaliśmy czapki. Po tłumie rozchodziło się półgłosem Ojcze Nasz. Na koniec stanęły krzyże. Naga jasna skóra Jezusa odcinała się od różnokolorowych kurtek wiernych. Obok nas jakiś kilkuletni uparcie pytał swojego ojca, czy oni są naprawdę ukrzyżowani. Kiedyś byli ukrzyżowani – odpowiadał ojciec. Ale, teraz, teraz – nie rezygnował mały – teraz to jest naprawdę?

Chwilę potem ludzie schodzili już w kierunku dachów miasta, od których odcinała się spatynowaną zielenią wieża kościoła.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza