wtorek, 7 maja 2013

Dwa wiersze maturalne


***

twój wzrok - on cię wyprzedza –  stromą ulicą zbiega
w dzielnicę, wpada w załomy podwórek, okienka
piwnic, pierwszy krąg garaży; początki miasta giną
gdzieś tam w komórkach węgielnych śpią rowery
wigry, stare sanki z nadłamaną płozą. idziesz
Topolową. rudy był nasz wrzesień – niewyznana
miłość śnieg  przykryje tamtą jesień zaraz się
nią zajmie stary brulion z wierszami, męskie rymy
licealne. a my? kim będziemy teraz? pogrobowcami
zieleni? kolejnym konduktem topolowych cieni?

(z tomiku Commodore 64)



na skrzydłach motyli

z tej łąki nie roztacza się daleki widok
w każdym razie nie dalszy niż dzisiejszy wieczór,
w który zejdą do stygnącego miasta.
sądzę, że jest maj - kwitną żarnowce
(tak wspaniale iskrzą się żółcią wzgórz!)
i pachną sosnowe igły. czas matur.
za kilka dni złożą papiery na uczelniach, obiorą kierunki.
wyraźnie mają się ku sobie. ona gdy on jest blisko
czuje motyle w brzuchu. one są najpewniejsze -
najpełniejsze jak każde z naczyń, które można czuć.
więc kiedyś pobiorą się a potem rozejdą
w czterech ścianach dnia.  gdyby jej spytać:
na czym budowałaś? ona odpowie: na płomieniu.
nie na skale ani piasku, ale na płomieniu -

skrzydłach motyli uderzających w takt.

(z płyty Kutabuk)


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza