niedziela, 2 czerwca 2013

Zaprawa I - Słupsk-Dolina Słupi-Bytów-Kościerzyna, 2.5 dnia, 2 biwaki, 115 km

Będzie w tym roku wyprawa, musi więc być zaprawa. Potrzebowałem długiej dwudniowej trasy; wybór padł na Dolinę Słupi. W środę kupiłem mapę i następnego dnia już na szlaku. Nie będę się bawił w epickie opisy. Krajobrazy piękne, co widać na moich amatorskich fotkach. Jednym z motywów tej wycieczki było niedużo myśleć i dużo iść. To się udało - w sposób absolutnie bezrefleksyjny przemaszerowałem 115 kilometrów. Kilka obserwacji jednak trzeba wyartykułować. Po pierwsze: poniemieckość. Zawsze, gdy idę przez ziemie poniemieckie mam wrażenie, że czas biegnie w przeciwną stronę, znaczy kruszy się, obsypuje, zarasta mchem. Stuletnie elektrownie wodne, zamulone kanały, kamienne szczątki mostów, wiaduktów. Podziw dla dziewiętnastowiecznych inżynierów. Po drugie: sam już nie wiem, czy ten kraj się rozwija, czy zwija. Mam wrażenie, że co się w jednym miejscu rozwinie, to w drugim zwinie i mamy constans. Przykładowo: wychodząc, czy wchodząc do Słupska, Bytowa korzystałem z wielokilometrowych ścieżek rowerowych. Pobudowane pewnie z unijnych funduszy. Jeździć rowerem jest gdzie. Ale już wyjechać z takiego Bytowa autobusem po siedemnastej - to rzecz niemożliwa. Na niektórych przystankach widziałem rozkłady jazdy - rok 2009 - 15 autobusów; rok 2011 - już tylko 5. Demontaż linii autobusowych trwa po cichu i nieprzerwanie, w cieniu zamykanych linii kolejowych, co zawsze jest bardziej spektakularne - bo tam dworce, perony a tu co? Jedynie blaszane wiaty przywołujące czasy bez teleranka. Z tego powodu zaprawa wydłużyła się o jeden biwak. Postanowiłem iść piechotą do Kościerzyny. Wesoło było, nie miałem mapy i korzystałem głównie z szos dowiadując się o istnieniu miejscowości z drogowskazów. ałem, yłem, ałem - już za dużo mnie. Czas być tylko patrzeniem. Patrzcie!









Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza